3 - Plan porodu część pierwsza

Przy drugim porodzie zdecydowałam się nie tworzyć planu porodu. Jak już wcześniej pisałam, życie wszystko zweryfikowało i na nic się nie przydał.

Moje starsze siostry, które rodziły w innym szpitalu, patrzyły na mnie jak na wariatkę, kiedy opowiadałam o planie. Okazało się, że ich nikt o żadne plany nie pytał i tak w gruncie rzeczy położną nie bardzo interesowało, co rodząca sobie życzy a czego nie.


Nie mniej, kreator do planu porodu dostępny jest TUTAJ na stronie Fundacji Rodzić Po Ludzku i zamierzam przyjrzeć mu się punkt po punkcie okiem laika.

Jestem bardzo ciekawa ile może zrozumieć z niego osoba nie związana z medycyną. A i tak będzie to nie do końca sprawiedliwy eksperyment, bo już raz układałam taki plan i może chociaż przez mgłę coś pamiętam.

1) Na początek dane: imię, nazwisko, termin porodu, lekarz prowadzący ciążę i nazwisko osoby towarzyszącej. 

No, dobra. Nie ma z czym dyskutować.

Tekst wprowadzający:
Szanowni Państwo,

Napisałam ten Pan Porodu, by przekazać Państwu moje oczekiwania związane z porodem. Będę wdzięczna, jeśli sprawując opiekę nade mną i moim dzieckiem weźmiecie ten plan pod uwagę. Rozumiem, że podczas porodu może okazać się, że niektórych punktów z mojego Panu Porodu nie można zrealizować. W takiej sytuacji chciałabym prosić o pełną informację i mieć możliwość analizy sytuacji i podejmowania decyzji.

Czyli pitu pitu, co by nie wyskakiwać od razu z żądaniami.

Oczekiwania wobec miejsca/warunków porodu


Chciałabym rodzić w sali pojedynczej.

To chyba oczywiste, ale jeżeli będzie zbyt dużo porodów w jednym czasie, to chyba i tak lepiej rodzić z KIMŚ na sali niż SAMEJ na korytarzu.

Zależy mi, by w sali był prysznic lub wanna.
Chciałabym, by w sali była toaleta.

Obie te rzeczy trzeba było sprawdzić wybierając szpital do porodu. Nikt przecież nie dobuduje mi wanny, bo mam taki kaprys. Zwyczajnie w świecie, należy się wcześniej upewnić, czy oddział porodowy ma takie wyposażenie, czy nie.
Mogę rodzić na sali wieloosobowej.

Bo lubię towarzystwo. W sumie tylu ludzi będzie biegało między moimi nogami, że o trochę już nie chodzi.
Tak na dobrą sprawę to też należałoby sprawdzić w szpitalu, ale wydaje mi się, że nie ma co się oburzać na taką propozycję. Zawsze lepiej rodzić gdzieś za parawanem na sali niż utknąć na korytarzu.


Chciałabym mieć możliwość posłuchania swojej muzyki.

Puszczę sobie jakiś przyjemny dubstep albo dźwięki natury i będę udawać, że mnie to relaksuje. Serio? Nie wyobrażam sobie żeby przy tym całym bólu można było skupić się na tyle żeby w ogóle słyszeć muzykę. Przynajmniej ja nie dałabym rady.
Chciałabym, aby w sali porodowej było przyciemnione światło, panowała cisza.

Według mnie przyciemnione światło może utrudniać ewentualne badania.
Taka cmentarna atmosfera wydaje się być dość depresyjna, ale co kto lubi.

Chciałabym rodzić w swoim ubraniu.

Wygodnie, trochę bakterii z domu. Jeżeli człowiek liczy się z tym, że ciuchy się wybrudzą, a dla szpitala to w porządku,to czemu nie. Skoro tak jest wygodniej, to dlaczego nie.


Chciałabym móc nagrywać poród na kamerę / robić zdjęcia.

Żeby potem pokazywać wszystkim jak Brajanek ładnie wychodził na świat.
To trochę niesmaczne. Cierpiąca, spocona i czerwona z wysiłku - żadna kobieta chyba nie chciałaby takiej pamiątki w albumie.

Osoba towarzysząca/osoby obecne podczas porodu

Chcę rodzić z bliską osobą/doulą.
Będę rodzić sama.
Chciałabym rodzić z mężem i doulą.

Trzy opcje, trzy różne podejścia do tematu. Dość oczywiste, że to zależy wyłącznie od indywidualnych preferencji rodzącej.
Nie wybrałbym opcji z rodzeniem samej, bo towarzystwo daje pewne poczucie bezpieczeństwa, mimo że równocześnie bardzo irytuje. Trzeba też pamiętać, że położne nie mają czasu żeby siedzieć cały czas przy jednej pacjentce, więc jeśli nie zabierze się kogoś ze sobą to można faktycznie spędzić długie godziny w samotności.

Chciałabym, aby osoba towarzysząca była ze mną przy wszystkich/wybranych przeze mnie zabiegach.

Zwłaszcza żeby mąż trzymał mnie za rękę w czasie lewatywy. Tia, w nowoczesnych związkach nie ma miejsca na tajemnice, co nie?



Zależy mi, aby mojej osobie towarzyszącej udzielano informacji o postępie porodu

Kolejna oczywistość - skoro przyjdę z osobą towarzyszącą, to jasne, że chcę żeby wiedziała co się dzieje.

Wyrażam zgodę na obecność studentów/tek położnictwa i medycyny.
Nie wyrażam zgody na obecność studentów/tek położnictwa i medycyny.

Nie chcesz studentów? Nie rodź w klinice. Proste.
Niechęć do studentów nie jest chyba do końca uzasadniona. Znam kilka mam, które bardzo sobie chwalą ich obecność. Studenci mają po prostu więcej czasu dla rodzącej i czasami mogą z nią zwyczajnie posiedzieć.

Zależy mi na tym, aby podczas porodu obecne były tylko niezbędne osoby z personelu medycznego.

Bardzo wątpię żeby jakikolwiek szpital miał ZBYT DUŻO personelu i gdziekolwiek kręciło się więcej osób niż trzeba.

Chciałabym, jeśli to możliwe, aby w trakcie porodu towarzyszyła mi ta sama położna.

Nie wiem, czy to prawda, ale kiedyś słyszałam, że są przepisy wg. których położna nie może zejść z dyżuru dopóki nie przyjmie do końca rozpoczętego porodu i nie oceni noworodka.
Mnie, osobiście byłoby chyba obojętne kto przyjmuje poród - tak czy siak to obcy człowiek. Najważniejsze tylko żeby przed zmianą przekazały sobie wszystko, co trzeba.

Przygotowanie do porodu

Zależy mi, aby nie wykonywano żadnych zabiegów przygotowujących do porodu (lewatywa, golenie krocza), chyba że o nie poproszę.
Sama ogolę krocze w domu.
Proszę, aby przy przyjęciu do porodu wykonano mi lewatywę.

Dwa tematy - lewatywa i golenie krocza.
Wątpię żeby ktoś sam z siebie w szpitalu wyrywał się do tych dwóch czynności.
Co do lewatywy - na szkole rodzenia słyszałam, że nie jest jakoś szczególnie niezbędna. Jeżeli komuś bardzo zależy to może o nią poprosić, ale nie ma takiego obowiązku. Podobno też nawet gdyby coś się zdarzyło to w szpitalu nie TAAAKIE rzeczy widzieli i nie ma, co się przejmować ;)

A jeżeli chodzi o golenie to depilacja jest obowiązkowa od lat 80. No, nie wygłupiajmy się. Że wypadałoby się ogolić to oczywiste. Moim zdaniem lepiej samemu, ale z drugiej strony jeżeli brzuch wszystko zasłania, a skurcze utrudniają życie to lepiej poprosić o pomoc niż samemu walczyć z żyletką.

Nie wyrażam zgody na założenie wenflonu, chyba że dojdzie do konieczności podania mi leków dożylnie.
Wyrażam zgodę na założenie wenflonu przy przyjęciu do szpitala.

Wolałabym mieć wenflon założony na spokojnie, a nie dopiero w sytuacji podbramkowej.

Poród

Zależy mi na pełnej i bieżącej informacji o postępie porodu.

To chyba jasne i oczywiste, że każdy chce wiedzieć, co właściwie się z nim dzieje. Czy potrzebny jest w ogóle taki punkt?

Zależy mi by mój poród był naturalny.

Poród naturalny to taki, w którym nie ma interwencji medycznych i farmakologicznych. Dziecko rodzi się wyłącznie dzięki skurczom macicy, a położna tylko przysłowiowo trzyma rękę na pulsie.
Nie upierałabym się przy tym. Po to rodzę w szpitalu, a nie w jaskini, żeby otrzymać pomoc.

Zgadzam się na podanie oksytocyny, przebicie pęcherza i stałe monitorowanie KTG, gdy moja sytuacja będzie tego wymagała, po uprzednim wyjaśnieniu mi powodów zastosowania tych interwencji.

Brzydko mówiąc - łaski nie robisz.

Proszę pytać mnie o zgodę na wszystkie badania i zabiegi podczas porodu.

Nic o nas bez nas. Kolejna oczywistość - czy ktokolwiek chciałby żeby KTOKOLWIEK COKOLWIEK przy nim grzebał bez wcześniejszych wyjaśnień? Jasne, że nie.


Zależy mi, by ograniczyć liczbę badań dopochwowych i aby w miarę możliwości odbywały się one w dogodnej dla mnie pozycji.

"Dogodna pozycja" to jaka? Stoję na jednej nodze, a położna próbuje gdzieś mi zerknąć w podwozie? Jak dla mnie to należy się grzecznie położyć i nie utrudniać ludziom pracy.

Proszę pozwolić mi na swobodne wydawanie dźwięków i/lub krzyku podczas porodu.

Chyba, że moje krzyki zagłuszą moją fantastyczną muzykę...

Chciałabym móc złagodzić głód w trakcie porodu.

"Znasz mnie... ja zawsze opie*dolę coś na ciepło".

Chciałabym pić w trakcie porodu

Tak na chłopski rozum - w czasie porodu zawsze może pójść coś nie tak jak powinno, w każdej chwili może okazać się, że potrzebna jest cesarka, więc lepiej nie jeść, ale niegazowana woda w małych ilościach chyba jest dopuszczalna.

Nie wyrażam zgody na masaż szyjki macicy i wyciskanie dziecka z brzucha („chwyt Kristellera”).

Tu dla laika pojawia się problem. Nie wiem na czym polegają oba te zabiegi.
Na szczęście jest wujek Google.

Chwyt Kristellera to, w wielkim skrócie, czyste zło i lekarze sami odchodzą od stosowania go, ale oczywiście są też sytuacje, w których ratował dziecko przed niedotlenieniem.

Masaż szyjki macicy przyśpiesza poród, ale jest bolesny - pod czym mogę się podpisać rękoma i nogami.








Komentarze