8 - Jak wyobrażałam sobie poród nie mając o nim pojęcia

Każdy z nas ma pewnie jakieś własne wyobrażenie na temat tego jak wygląda poród u człowieka. Zaznaczam człowieka, bo u zwierząt wygląda to inaczej. Widziałam, kiedyś jak rodziła moja króliczyca - 8 młodych, a 5 minut po wszystkim siedziała i rąbała marchewkę jak gdyby nigdy nic. I nie wyglądała mi na cierpiącą, czy szczególnie przejętą.



W przypadku ludzi, oczywiście nic z tego nie ma zastosowania. Narodziny nowego człowieka są wielkim wydarzeniem i według tego, co pokazują nam filmy przebiegają różnie, ale zazwyczaj kończą się happy endem. Lekko tylko spocona, umalowana młoda matka przytula do piersi pięknego, czystego różowiutkiego jak prosiaczek noworodka. Środki przeciwbólowe? Po co? Zmienianie pozycji? Położna cały czas obok, prawie trzyma za rękę i jedyna jej ingerencja to krzyczenie "przyj" w odpowiednim momencie.... Taaa.

Zanim zaszłam w ciążę znałam sporo młodych matek. Kiedy się wchodzi w pewien wiek, można odnieść wrażenie, że zna się wyłącznie młode matki. Tylko, że jakoś nigdy nie zapytałam żadnej z nich jak poród wyglądał. To znaczy wiadomo, gdzieś tam padło symboliczne pytanie i symboliczna odpowiedź. I tyle. Bez szczegółów,

Dlatego, kiedy sama zaszłam w ciążę zaczęłam research na temat porodu. Bardzo się go obawiałam, więc już w siódmym tygodniu ciąży szukałam w internecie informacji o tym jak NAPRAWDĘ wygląda poród.

Sporo czytałam na stronach poświęconych ciąży, sporo na blogach, sporo na forach internetowych. Niestety bardzo się zdziwiłam, bo okazało się, że oficjalne informacje bardzo różnią się od tych, których kobiety udzielają anonimowo.

Na początek - znalazłam sporo informacji o porodzie we wodzie -  jakie ma wielkie plusy, jaki jest cudownie naturalny, jak woda fantastycznie działa na uśmierzanie bólu. Super! Od razu pomyślałam, że to coś dla mnie. Kocham wodę, a jeżeli dzięki temu mogłabym też uniknąć znieczulenia, to jeszcze lepiej. 

I zaczęłam rozglądać się za możliwościami. Mieszkam w Poznaniu (półmilionowe miasto wojewódzkie!!!), gdzie tylko jeden szpital oferuje możliwość porodu we wodzie. Odetchnęłam z ulgą. Nie potrzebuję przecież więcej niż jednej porodówki, a tak po prostu już wiem gdzie pojadę rodzić. Tyle, że poszłam o krok dalej i poszukałam relacji kobiet, które rodziły w Szpitalu im. Raszei. Błąd - bo mój optymizm umarł - poród we wodzie polega na tym, że można skorzystać z wanny w pierwszej fazie porodu. I tyle. Możesz sobie posiedzieć we wannie dopóki nie masz skurczy partych, co w sumie jest po prostu metodą łagodzenia bólu a nie porodem we wodzie. 

W ten sposób dowiedziałam się, że w dużym mieście NIE MA możliwości porodu we wodzie, który w opracowaniach podawany jest jak gdyby był normalną ogólnie przyjętą formą porodu, która nikogo nie dziwi. Nota bene, pamiętam że o pierwszych w Polsce porodach we wodzie mówiono w telewizji jak jeszcze chodziłam do podstawówki. 20 LAT TEMU!!! 



Na szkole rodzenia mówiono nam o wyborze pozycji do porodu, jest też mówiący o tym punkt w planie porodu. Chodziło o to żeby nie dać się położyć. Pozycja leżąca jest najgorszą do porodu, bo wychodząc na świat dziecko musi iść pod górę, tymczasem w pozycji stojącej czy kucającej dziecku i matce pomaga grawitacja.  

Nie widzę problemu. Mogłabym tańczyć twista w czasie porodu, gdyby tylko ktoś zagwarantował mi, że dziecko urodzi się zdrowe i w miarę szybko i przyzwoicie pod względem bolesności.

Szkoda, że ta sama położna wspomniała w następnym zdaniu, że tylko jeden szpital - przy Polnej - oferuje możliwość rodzenia na stołku porodowym czyli na siedząco... a potem dodała, że tak właściwie to jak dotąd przyjęto w tej pozycji tylko jeden poród i, że to była taka raczej wyjątkowa sytuacja. Dodatkowo, położne jak na razie, nie mają doświadczenia w przyjmowaniu takich porodów, więc po co się upierać i ryzykować? Można wszystko zrobić przecież tradycyjnie.


Nigdy nie pytałam moich sióstr o znieczulenie przy porodzie. Dla mnie było jasne i oczywiste, że je dostały. Wiecie, XXI wiek i te sprawy. 
Dopiero, kiedy zaczęłam drążyć temat okazało się, że żadna z nich nie dostała absolutnie NIC o działaniu przeciwbólowym, a o znieczuleniu nie było nawet mowy. 

I wtedy zaczęłam się bać.

Bo przecież czytałam i słyszałam na szkole rodzenia o tym, że mam wybór. Że to moja decyzja, czy chcę czuć ten ból, czy sobie z nim nie poradzę. Boże, ja na prawdę w to wierzyłam.
W planie porodu fragmenty o uśmierzaniu bólu są tak napisane, że można odnieść wrażenie, że rodząca musi sama odmawiać leków. Sugeruje, że otrzymanie takiej pomocy nie stanowi problemu. Tymczasem jest odwrotnie.

Człowiek może skomleć o ulgę i na skomleniu się skończy. Ja sama posunęłam się do proszenia o leki, które dość mocno ubodło moje ego. Bez efektu.

Ja rozumiem, że są silne kobiety, które potrafią się poświęcić i znieść cały ten ból. Są na prawdę dzielne i bardzo to szanuję. Nie rozumiem tylko, dlaczego zmusza się pozostałe do bycia równie silnymi. 

Wiecie, dlaczego zaznaczam, że mieszkam w dużym mieście - Bo zastanawiam się cały czas nad tym, że skoro Poznań jest aż tak zacofany, to jak wygląda sytuacja w mniejszych miejscowościach?
Jak to jest u was? Macie dostęp do "nowinek"?

Komentarze