11 - Czego spodziewam się po drugim porodzie

Czego się spodziewam? To może złe pytanie. Bardziej właściwe byłoby czego się boję, ale to mało optymistyczne. A bardzo chcę być pozytywna!

Na osiem dni przed planowanym terminem po prostu wariuję. Czuję się źle, ale nie wiem czy to kwestia zbliżającego się nieuchronnie rozwiązania, gorącej pogody, czy zwyczajnie histeryzuję.
Tak, czy siak - najlepiej mi we wannie z ciepłą wodą. Mogłabym z niej nie wychodzić i tylko dolewać wody żeby utrzymać miłe ciepełko.

Ale niepotrzebnie zbaczam z tematu. Czego się obawiam? Oto krótka lista:

  • Niedotlenienia lub innych, szeroko pojętych komplikacji poporodowych dla Małej. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie tej tragedii, jaką przeżywa się kiedy dziecko nagle zostaje pozbawione pełnej sprawności. Bez uprzedzenia, bez możliwości przygotowania się na to. Całą ciążę dziecko rozwija się prawidłowo, a moment może zdecydować o jej/jego przyszłości.     Nie zagłębiałam się w ten temat. Mam mętną wiedzę na ten temat, ale gdybym wiedziała więcej, to po prostu bałabym się jeszcze bardziej.

  • Że nie zdążę dojechać do szpitala. Przy pierwszym porodzie widziałam, że nie muszę się super spieszyć i 3 pierwsze godziny spędziłam w domu. Teraz? Nie wiem. Powinno pójść dużo szybciej, ale z drugiej strony nie chcę też być w szpitalu dłużej niż jest to absolutnie konieczne. Nie chcę też urodzić w samochodzie, ani na przystanku, ani na postoju taksówek, ani w domu. Chcę w szpitalu. Proste.


  • Boję się, że nie będzie miał kto mnie zawieść do szpitala. Po domu zawsze kręci się mnóstwo ludzi, ale jak przychodzi, co do czego to nikogo nie ma. A karetki wolałabym nie wzywać - no bo umówmy się - ratownicy mają poważniejsze sprawy na głowie. Nie chciałabym zastanawiać się, czy przez to, że przyjechali po mnie, to nie pomogli komuś innemu.

  • Ból - tego chyba nawet nie trzeba tłumaczyć. Każdy boi się bólu. Tym bardziej, że wiem już czego się spodziewać... nie będzie przyjemnie.

Co mogę zrobić aby było lepiej?

To akurat proste. Nie panikować, nie wpadać w histerię, samemu nie tworzyć niepotrzebnej psychozy. 

Poród to nie tragedia, to nie jest kara za coś. To doświadczenie, które ostatecznie może być piękne. Owszem, będzie ciężko, ale potem będzie już tylko lepiej. Z każdą minutą, z każdą godziną i z każdym dniem.



A co jeszcze ważniejsze - codziennie miliony kobiet rodzą dzieci i dają sobie radę, więc dlaczego 
Ty czy Ja mamy nie dać?

Macie podobne obawy, czy może panikuję bez potrzeby? A może jest coś o czym zapomniałam?

Komentarze