2 - o pakowaniu torby do szpitala

Spakowanie torby do szpitala, za pierwszym razem było dla mnie sporym wyzwaniem. Szukałam po Internecie relacji różnych kobiet, na temat tego co faktycznie się przydało a co nie. Ostatecznie wyszłam z wielką głową i bez żadnych logicznych wniosków. Również na stronie szpitala,w którym planuję rodzić są informacje o tym, co należy ze sobą mieć, ale jakoś nie wzbudziły mojego zaufania, bo nie bardzo pokrywały się z relacjami rodzących.


Za drugim razem jestem mądrzejsza.

Do szpitala wybieram się z torbą, w której mam osobną mniejszą torbę tylko do porodu.
Mam w niej:
- szlafrok, żeby nie musieć przejść pół goła po oddziale,
- dłuższy T-shirt, żeby nie świecić pośladkami,
- kapcie,
- gumkę do włosów bez metalowych elementów,
- skarpetki, bo wstydzę się swoich stóp i nie czułabym się dobrze z bosymi,
- wodę w butelce z ustnikiem - butelka przyda się później, więc jej nie wyrzucę.



Przebierając się włożę ściągnięte z siebie ubrania i buty do tej pustej torby i dzięki temu nikt nie będzie musiał się zastanawiać, co mi przywieźć na wyjście do domu. Za pierwszym razem miałam uszykowaną w domu siatkę z ciuchami, ale przywiezienie jej okazało się być zbyt trudne. Leżała na półce, na wysokości oczu więc nic dziwnego, że mój ukochany jej nie znalazł mimo instrukcji i na powrót do domu dostałam zlepek jakiś dziwnych ciuchów. No i moje szczęście, że w ostatniej chwili przypomniałam mu o kurtce.

W całej torbie mam:
- dwie koszule do karmienia,
- kubek i sztućce, bo nie są na wyposażeniu szpitala,
- dwa ręczniki - duży i mały
- klapki pod prysznic, bo nie chcę dostać grzyba,
- kosmetyczkę - grzebień, szczoteczka i pasta do zębów, balsam do ust, mini dezodorant, szampon, odżywka i żel pod prysznic w podróżnych butelkach,
- stanik do karmienia i 6 wkładek laktacyjnych - poprzednio nie miałam i przeżyłam,
- majtki z siateczki - 2 szt. - poprzednio po nacięciu nawet ich nie założyłam, bo wolałam żeby rana oddychała - do czego też namawiają położne,
- kilka saszetek Tantum Rosa - rozpuszczam proszek w butelce z ustnikiem, która została mi po porodzie. Taka butelka bardzo ułatwia higienę, kiedy co chwilę próbujesz się myć i równocześnie nie za bardzo dotykać,
- miękki papier toaletowy - w szpitalu jest najprostszy, szary i twardy jak kawałek gazety. Używanie go po porodzie po prostu boli.
- ręcznik papierowy - do wycierania się z zachowaniem higieny. Nie czarujmy się - będzie sporo krwi.
- chłonne podkłady higieniczne, takie jak do przewijania. Przydadzą się i mamie i dziecku. Poprzednio miałam 5 sztuk, teraz zabiorę więcej - z tego samego powodu, który padł w poprzednim punkcie.
- duża woda niegazowana - na pewno będę jej potrzebować więcej. Przy pierwszym dziecku nikt nie uprzedził mnie, że karmienie piersią taaaak bardzo zwiększa pragnienie. Pamiętam, że suszyło mnie straszliwie ale nie wiedziałam jak sobie zorganizować wodę. Iść z dzieckiem i szukać sklepu? Poprosić kogoś z sali żeby popatrzył na dziecko jak mnie nie będzie? Ostatecznie nie poszłam, tylko cierpiałam do pierwszych odwiedzin.
- jakieś szeroko pojęte jedzenie, bo trzy posiłki to dla mnie za mało. Zwłaszcza, że jedzenie było różne. Pierwszego dnia dostałam na kolację chleb z jakąś dziwną pastą, której nie potrafiłam określić ani jako mięsną, ani rybną ani warzywną. Nie mam pojęcia, CO to mogło być... A drugiego dnia na obiad był makaron z sosem pomidorowym, który smakował jakby robiła go moja mama. Po prostu - lepiej się zabezpieczyć niż głodować.




- waciki i oliwka - do zmycia tłustej smółki bez szczególnego tarcia,
- chusteczki nawilżane,
- Bepanthen Extra do przewijania,
- lanolinę do ewentualnej pielęgnacji brodawek - bo poprzednio zostałam dość mocno pogryziona,
- smoczek, którego nie spodziewam się użyć,



- kilka pieluszek - szpital wprawdzie daje pieluszki, ale za pierwszym razem mi zabrakło więc biorę kilka na wszelki wypadek.
- dwie tetry na ewentualne odbicia. Niby takiego malucha nie trzeba jeszcze odbijać, ale starsza córka nieźle mnie pobrudziła,
- skarpetki 0-6 m,
- niedrapki, których na 99% nie użyję,
- czapeczkę, gdybym się jednak zgodziła na wykąpanie dziecka, w co wątpię,
- dwa kaftaniki - być może się nie przydadzą. Szpital ubiera dzieci, ale poprzednio musiałam dodatkowo przebierać córkę i z czystymi ubrankami był problem. Jak będę miała własne to na pewno nie zabraknie.

                              

W ostatniej chwili wezmę jeszcze ładowarkę do telefonu, teczkę z dokumentami i glukometr.

Oczywiście, w domu mam też torbę z ubraniami na wyjście do domu dla Małej, ale nie ma absolutnie sensu brać ich jadąc do porodu.

Komentarze