15 - Drugi poród, lepszy czy gorszy?

Odpowiedź nie będzie łatwa, bo ani lepszy ani gorszy - inny.

Podobno nie ma sensu sugerować się opowieściami na temat porodu, bo każdy jest po prostu inny. Sama miałam okazję przekonać się, że za drugim razem wszystko wygląda inaczej.
Po pierwsze - skurcze.
To, że każdy odczuwa je inaczej, to oczywiste. Każdy człowiek ma inny próg bólu. To, co dla mnie może być ukłuciem - dla kogoś innego może być nie do wytrzymania. Stąd też niektóre kobiety twierdzą, że poród to największy ból na świecie, a niektóre mówią tylko "ehh".
Ze sporym zaskoczeniem dowiedziałam się, że skurcze porodowe można odczuwać też w różnych miejscach.


Przykładowo - na patologii ciąży spotkałam dziewczynę, którą bolały pachwiny. Po kilku godzinach i ktg okazało się, że rodzi. Miała już cztery centymetry rozwarcia, a jedyne co jej dokuczało to ból w pachwinach!!! Międzyczasie zjadła nawet śniadanie, bo nie czuła się źle.
Przy pierwszym porodzie czułam skurcze w górze brzucha. Dno macicy robiło się twarde tak bardzo, że nie mogłam wziąć wdechu. Ostatecznie miałam dreszcze, a przy trzech centymetrach rozwarcia chciałam umrzeć. Jedzenie? Nie było o tym mowy.
Przy drugim porodzie spodziewałam się tego samego. Logiczne rzecz biorąc, skoro mam już dziecko to powinnam wiedzieć jak rozpoznać poród.

Guzik prawda.

Wieczorem zaczęły mnie pobolewać plecy. Owszem, bolało ale bez przesady. Doszłam do wniosku, że to kwestia za bardzo obciążonego kręgosłupa i poszłam spać. Jak gdyby nigdy nic. Dwie godziny później obudziłam się, a plecy bolały mnie jakby mocniej. Z ciekawości zaczęłam mierzyć czas pomiędzy bólami. Okazało się, że ból pojawiał się regularnie, co cztery minuty.
Zapaliła mi się wtedy lampeczka: czyżby rodzę?

Odczekałam w domu jeszcze trochę. Liczyłam na to, że poczuję w końcu skurcz w brzuchu. Nawet, kiedy zdecydowałam się pojechać do szpitala, to nie byłam przekonana, czy ten wyjazd ma sens. Wchodząc na izbę przyjęć, liczyłam się z tym, że zostanę wyproszona, mimo że ból zaczął być nie do wytrzymania.


Nie zostałam wyrzucona.

Okazało się, że to bóle krzyżowe, a ja po prostu rodzę.

Trafiłam na salę porodową, jedna położna uzupełniała dokumenty, a druga zakładała mi wenflon. W tym czasie poczułam, że pękł pęcherz z wodami płodowymi, a chwilę później poczułam skurcze parte.
Od momentu wkłucia się pod welon do wydostania się dziecka na świat minęło 13 minut.

I to wszystko.

Było bardzo szybko.

Na szczęście, bo bóle krzyżowe dały mi się we znaki bardziej niż typowe skurcze, jakie czułam za pierwszym razem. Ból w okolicy lędźwi trzymał mnie przez następny tydzień.


A jakie Wy macie doświadczenia? U Was wyglądało to jeszcze inaczej?

Komentarze