19 - Wizytacje - czyli jak przetrwać wizyty po narodzinach i nie wyjść na ostatniego chama

Wracasz do domu z maluszkiem, jesteś obolała, zmęczona psychicznie i fizycznie. Ogólnie masz dość. Chciałabyś się skupić na sobie, posiedzieć w błogosławionej ciszy albo po prostu w spokoju nacieszyć się dzieckiem, które w końcu możesz przytulić.

Ale nie tak szybko! 

Czeka Cię jeszcze seria odwiedzin, a raczej wizytacji.


Wszystkie ciotki, kuzyni, babcie, sąsiadki, koleżanki i Bóg Jeden wie, kto jeszcze chcą w końcu zobaczyć Twoje dziecko! I muszą to zrobić jak najszybciej, bo po prostu NATYCHMIAST MUSZĄ. Za tydzień dziecko, pewnie przestanie być fajne, albo pójdzie już do szkoły. Któż to wie...

I nagle w całym tym zamieszaniu okazuje się, że musisz się sprężyć w sobie - posprzątać w domu, przygotować jedzenie dla gości, bo przecież trzeba ich ugościć.

Przy Małej J. też tak myślałam. Przy A. - miałam to już w nosie.


Pieczenie ciasta świeżo po powrocie ze szpitala, bo wypada je podać? Nie tym razem. 

Co wypada, a co nie wypada?

To dobre pytanie. Zawsze, kiedy jestem z kimś umówiona staram się jak najlepiej przygotować. Upiec coś super albo przygotować jakąś fikuśną sałatkę, a ostateczności wymyślić megasuperhiper kawę. Tak, żeby było miło. Żeby osoba, która mnie odwiedza poczuła się doceniona, że coś zrobiłam specjalnie dla niej.

Po urodzeniu drugiego dziecka olałam temat. Żałuję, że wpadłam na to dopiero teraz. Mam ważniejsze rzeczy na głowie - dlatego ciasto zostało upieczone przez cukiernika. I było pyszne. A jeżeli komuś to nie pasuje (zwłaszcza z naciskiem na starsze pokolenie, bo to ono nie potrafi zrozumieć gotowych ciastek) to mówi się trudno. Mam to w nosie. Mając w domu noworodka, szkoda marnować czas na pieczenie.

Pojawia się też pytanie jeśli chodzi o sam sens tych wizyt. Uważam, że nie powinny one odbywać się zbyt szybko. Goście powinni dać Młodej mamie czas na powrót do rzeczywistości, a raczej zbudowanie nowej rzeczywistości.

Przy okazji należy też pamiętać, że dla Malucha takie wizyty, hałas, przechodzenie z rąk do rąk może być ogromnym stresem. Niepotrzebnym.


Dlatego może warto zrezygnować z wizyt? 
Może lepiej zapytać się Młodych Rodziców, czy i kiedy życzą sobie odwiedzin.

Macie jakieś patenty na takie niekoniecznie chciane wizyty? Udajecie, że nikogo nie ma w domu?

Komentarze