23 - Świąteczna przesada, czyli Mikołajki

Wczorajsze Mikołajki dały mi do myślenia. Dopiero teraz widzę jak bardzo zmieniły się czasy i realia, w których żyjemy.

Moi rodzice mogli z okazji Mikołajek kupić nam (czyt. moim siostrom i mnie) wielkie prezenty, ale zawsze dostawałyśmy drobiazgi... czekoladę, ciastka, czy jakieś inne słodycze. W magiczny sposób pojawiały się rano w naszych kapciach. I to już! I było dobrze... I to w zupełności starczało.


Wczorajsze Mikołajki pokazały mi, że teraz jest inaczej. Moje dzieci dostały prezenty od babci i wszystkich ciotek... no i ode mnie. Małej J. kupiłam ptasie mleczko, które i tak wciągnie tata, a Mini A. nie dałam w sumie nic... bo przecież ma trzy miesiące i wszelkie prezenty ma w nosie.

Prezenty od pięciu osób utworzyły całkiem zgrabny stosik... którego nie chciałam.

Uważam, że nie powinno się przesadzać z prezentami dla dziecka. Że obdarowując je bez umiaru, robimy maluchowi krzywdę. Bo jak ma się potem cieszyć, kiedy prezent jest czymś oczywistym? Na nic nie czeka, o niczym nie marzy, bo będą Święta i któraś ciotka kupi...

Moje córki jeszcze tego nie rozumieją... Prezenty je ani grzeją ani ziębią... ale co będzie za rok albo dwa? 

Zastanawiam się też, czy nie jestem złą matką - skoro nie kupiłam własnym dzieciom prezentów?
Czy to normalne, że odczuwam presję na tym punkcie? Bo powinnam coś im dać, bo to powinno być lepsze niż prezent od ciotek, bo to co kupiłam siostrzeńcom było skromniejsze niż prezenty ciotek dla moich córek... Bez sensu to wszystko. 

Nie ma w tym magii Świąt. 

Jest kalkulacja.

Komentarze