24 Walka ze zmęczeniem

Moim największym wrogiem jest zmęczenie. Wszechogarniające zmęczenie... No, tak - w końcu jestem na urlopie. I tak właśnie się czuję. Jak na urlopie w kopalni diamentów. Tyle, że nie mam nawet kilofa i dziurę w skale wydłubuję pazurami. Dwójka dzieci to jednak nie przelewki.

Dlatego planuję sobie po cichu co będę robić, jak już moje życie kiedyś tam (w odległej przyszłości) znów stanie się uporządkowane... a ja będę miała czas dla siebie.

  • Przeczytam książki - na mojej półce "do przeczytania" zebrał się już spory stosik. Wcześniej miałam też wykupiony abonament na Legimi, żeby być na bieżąco z nowościami. W drugiej ciąży, po prostu go nie przedłużyłam, bo wyszłam z założenia, że nie będzie mi dane z niego korzystać. No i pieniądze były potrzebne na coś innego.

  • Napiszę coś własnego - od kilku lat próbuję swoich sił w pisaniu własnych tekstów. Chciałabym napisać książkę, jednak jak na razie napisałam tylko opowiadania. Brakuje mi samozaparcia na dłuższy tekst.

  • Pojadę nad morze  - do Bałtyku mam ponad 300 km. Od czasu pierwszej ciąży, właściwie prawie nie wychodzę z domu. Ciągle było coś nie tak - mdłości, potem problemy z wózkiem, potem z samochodem, potem kolejne mdłości, kolki, biegunki... cuda nie wida. Ciągle coś się dzieje. Dlatego, kiedy dziewczyny podrosną to pojedziemy na wczasy - nawet jeśli będzie to tylko weekend.

  • Pójdę do fryzjera - tak jak z wyjazdem nad morze - nie mam na to czasu. Żal mi brać maluchy żeby czekały w poczekalni, a nie znam nikogo, kto odważyłby się przypilnować je tak długo. Często mam problem namówić kogokolwiek, żeby spojrzał na nie jak idę do toalety... fryzjer nie wchodzi w grę. Jak na razie sama podcinam końcówki, ale pomału zaczyna to wyglądać dziwnie.

  • Pozwolę sobie na porządnego fast fooda - cały czas go sobie odmawiam - bo ciąża, bo karmię piersią - to nie będę zapychać się śmieciami. I chyba tylko dlatego mi na nim zależy - bo ni mogę.

A czy Wy też macie jakieś grzeszne marzenia?

Komentarze